Weselne win-win. Czyli kiedy każdy wychodzi wygrany
Lubię, kiedy wszyscy wygrywają. I nie mówię tu o konkursach oczepinowych na weselu, tylko o radości, która zostaje po zakończonej imprezie. To trochę jak po spektaklu w teatrze – gdy kurtyna opada, a wszyscy biją brawo, bo czują, że uczestniczyli w czymś ważnym. Z tą różnicą, że spektakl można zagrać jeszcze raz, coś poprawić, dopracować po pierwszym występie. A wesele? Ono w tej formie dzieje się tylko raz. Bez powtórek, bez dubli. No, może z bisami… po kilku latach, przy okazji rocznicy ślubu.
