You are currently viewing Święta z karpiem, czy bez…?
Jak uporządkować głowę na święta? Czy istnieje uniwersalny sposób?

Święta z karpiem, czy bez…?

Nie wiem dlaczego, ale odkąd wszedłem w dorosłe życie, zawsze lubiłem pracować w przedświąteczne, a czasem nawet w same świąteczne dni. Może dlatego, że praca w tym czasie daje mi pewnego rodzaju wytchnienie i możliwość spojrzenia na ten okres z innej perspektywy. Ale też dlatego, że widziałem jak moja praca dostarcza ludziom prawdziwe szczęście – coś znacznie bardziej wartościowego niż prezenty kupione w RPA (Rossman, Pepco, Action).

A skoro już mowa o sklepach – tam święta trwają już od listopada. Barszcz, uszka, makowiec, sałatki – wszystko ma swoje miejsce na półkach. Świąteczne potrawy są na wyciągnięcie ręki, wystarczy, że masz pieniądze. Kiedyś, przy rodzinnym stole, padały pytania w stylu: „Skąd wzięłaś buraki?” Dziś częściej słyszymy: „Gdzie kupiłaś taki dobry barszcz?”

Dawniej święta były czasem prawdziwych rarytasów – pomarańcze, pierogi, makowiec – to wszystko jadło się raz w roku. Dziś mamy to na co dzień, a mimo to w sklepach trwa chaos, a ludzie zachowują się, jakby lada moment miało zabraknąć wszystkiego. Widać, jak głęboko w nas zakorzeniło się piętno dawnych czasów, gdy „mieć” znaczyło przetrwać.

Podziwiam tych, którzy w tym całym chaosie potrafią odnaleźć prawdziwą radość – nie taką wymuszoną przez reklamy i świąteczne jingle, ale tę, która płynie z serca. To radość z prostych rzeczy, wdzięczność za to, co mamy, i za to, co jeszcze przed nami. Myślę, że właśnie to jest prawdziwym sensem świąt, ale i życia.

Dla mnie święta to nie są rytuały i sałatki zaprawiane majonezem. To radość i spokój, które możemy odnaleźć w sobie. To akceptacja wszystkiego, co niezrozumiałe, ale obecne w naszym życiu. To miłość, którą nosimy w sobie, ale często chowamy przed światem – może z obawy, może z braku czasu, a może dlatego, że nigdy nie nauczyliśmy się jej w pełni okazywać.

Cieszę się, że powoli wychodzę z „marketu życia” i zauważam, że mam wszystko, czego potrzebuję w te święta – czyli święty spokój, wdzięczność i świadomość, że życie jest dobre.

A jako dodatek do tych przemyśleń – zamiast kolejnej sałatki piekę właśnie chleb. Pachnący, domowy, który wędruje do moich bliskich jako prezent. Daje radość, jest prosty i prawdziwy – taki, jak chciałbym, żeby były moje święta.

Niech każdy spędza ten czas tak, jak chce, jak czuje, jak lubi. Wszystkiego dobrego – nie tylko na święta, ale na każdy dzień!

Mariusz Sieraj

Dodaj komentarz