Żyjemy w czasach, w których każdy chce, abyśmy się określili – jesteś „za” czy „przeciw”? „Z tymi” czy „z tamtymi”? W Polsce od lat mamy dwa dominujące fronty, a presja, by wybrać jedną stronę, staje się coraz większa. To już nie jest tylko polityka – to sposób myślenia, który wdziera się w każdą sferę życia, od rozmów przy rodzinnym stole po interakcje w mediach społecznościowych. Ale czy naprawdę musimy wybierać? Czy przypadkiem nie chodzi o coś więcej – o to, byśmy mieli tylko dwie opcje, a cała reszta nie miała znaczenia?
Czy to jeszcze Twój światopogląd, czy już cudzy front?
To trochę jak w małżeństwie, kiedy jedno z rodziców mówi do dziecka: „Jesteś za mamą czy za tatą?” Jak wybierzesz mamę, to zapomnij o prezentach, a jeśli wybierzesz tatę, to może dostaniesz to, o co prosisz. I nagle dziecko, zamiast czuć się kochane i swobodne w swoich uczuciach, zostaje postawione przed sztucznym wyborem, jakby musiało poprzeć jednego przeciw drugiemu.
A przecież w rodzinie jest więcej osób – są dziadkowie, ciocie, wujkowie, kuzyni. Życie to coś więcej niż tylko wybór między dwiema stronami. Podobnie jest w społeczeństwie – świat nie dzieli się tylko na „tych” i „tamtych”, a próba wrzucenia nas w taki podział to jak przymus wyboru między jednym a drugim rodzicem, kiedy tak naprawdę liczy się coś więcej – relacje, miłość, wspólnota.
To trochę jak z kolorami – jeśli zapytasz pięciu osób, jaki kolor jest najpiękniejszy na świecie, możesz uzyskać pięć różnych odpowiedzi. I to jest piękne, bo każdy ma inne preferencje, doświadczenia, wrażliwość. Natomiast utożsamianie się z grupą, która mówi: „Masz kochać czerwony i za niego oddać życie, bo jeśli ktoś powie inaczej, to twój wróg”, jest absurdem. Ogranicza Cię, odbiera wolność myślenia, sprawia, że przestajesz być sobą.
Twoje życie, czy niekończąca się walka?
Wielu ludzi tak mocno angażuje się w te podziały, że całe ich życie zaczyna się wokół tego kręcić. Zamiast rozwijać siebie, dbają o utrzymanie linii frontu. Zamiast budować własne marzenia, poświęcają się w obronie cudzych.
I co dostają w zamian? Kolejne niespełnione obietnice. Kolejne rozczarowania tłumaczone „wyższą koniecznością”. Kolejne argumenty, że „trzeba zacisnąć zęby, bo tamci są gorsi”.
A życie mija.
Czy naprawdę warto spędzić je w ciągłej obronie cudzych interesów, zamiast zająć się własnym szczęściem?
Być w zgodzie ze sobą, a nie z narracją
Bycie w zgodzie ze sobą to coś więcej niż wybór między jedną a drugą opcją. To świadomość, że masz prawo myśleć inaczej i nie musisz za wszelką cenę trzymać się jednej strony. To umiejętność odpuszczania walk, które nic Ci nie dają, zamiast nieustannego udowadniania swojej lojalności wobec idei, które często są tylko narzędziem do sterowania tłumem.
Utożsamiając się bezkrytycznie z jedną grupą, tracisz nie tylko wolność myślenia, ale także możliwość samodzielnej oceny, otwartość na innych ludzi, szansę na własne wnioski i decyzje. Zaczynasz dostrzegać świat przez pryzmat cudzych poglądów, a nie tego, co faktycznie czujesz i czego naprawdę chcesz.
Bo na końcu dnia to nie liderzy polityczni, nie internetowi bojownicy i nie medialni „autorytety” będą żyć Twoim życiem. To Ty będziesz musiał spojrzeć w lustro i zapytać siebie – czy żyłem według swoich wartości, czy dałem się wciągnąć w wojnę, która nigdy nie była moja?
I właśnie dlatego warto się zatrzymać, odpuścić cudze wojny i skupić się na swoim życiu, na własnych wartościach i na tym, co naprawdę przynosi spokój, a nie kolejną dawkę stresu i gniewu. Bo nikt nie przeżyje tego życia za Ciebie.
Mariusz Sieraj
