Ostatnio podczas jednej z imprez podszedł do mnie gość i podzielił się swoimi przemyśleniami – mówi, że był kiedyś na weselu, gdzie również grałem, i tam wszystko „płynęło” zupełnie inaczej, a dziś niby wszystko w porządku, ale… jakoś nie tak nie iskrzy. I zapytał mnie wprost: „Czy wiem, od czego to właściwie zależy?
Zamyśliłem się na chwilę, bo choć odpowiedź mogłaby wydawać się prosta – wcale taka nie jest.
Prawda jest taka, że dobrej zabawy nie da się zaplanować od A do Z. Owszem – muzyka, jedzenie, piękna sala, prowadzenie, czy perfekcyjna organizacja mają znaczenie, ale to nie one tworzą atmosferę. One są tylko tłem.
Po pierwsze – najważniejsi są ludzie.
To, z jaką energią, nastawieniem i sercem przychodzą na wesele – decyduje o wszystkim.
Zacznijmy od Pary Młodej. Zabawa naprawdę rozkręca się wtedy, gdy młodzi są z gośćmi, a nie tylko dla gości. Gdy wychodzą na parkiet, podchodzą do stołów, rozmawiają, tańczą, zagadują – ich obecność staje się motorem całej imprezy. Bo to właśnie od nich wszystko się zaczyna.
Goście czują wtedy wdzięczność, czują zaproszenie do wspólnego świętowania, a co najważniejsze – chcą się zaangażować, by sprawić radość młodej parze. To taka wymiana energii: uśmiech za uśmiech, gest za gest, taniec za taniec.
Ale kiedy Para Młoda jest zmęczona, zrezygnowana już na starcie, rozczarowana frekwencją, pogodą, czy innymi drobiazgami – zamyka się często w swoim gronie najbliższych i… coś się w tej atmosferze rozmywa. Wesele nie może wtedy „ruszyć z miejsca”, bo brakuje głównego impulsu.
A przecież wesele to nie przedstawienie dla gości. To wspólna podróż, jeden wyjątkowy wieczór, który może zostać w pamięci na całe życie – ale tylko wtedy, gdy tworzymy go razem
Goście też wnoszą dużo. Każdy z nas jest inny, ma inne przyzwyczajenia, reguły, doświadczenia i problemy z którymi przychodzi tego dnia. Wiadomym też jest, że jeśli w rodzinie iskrzy, jeśli wcześniej pojawiły się konflikty, niedomówienia, ciche dni czy napięcia – to nawet najlepszy DJ świata nie sprawi, że na parkiecie zapłonie ogień. Nie da się rozkręcić zabawy tam, gdzie ludzie przyjechali ze ściśniętym sercem i chłodnym nastawieniem.
Ale z drugiej strony – kiedy goście przychodzą z otwartym sercem, potrafią się cieszyć szczęściem innych i naprawdę chcą być obecni tu i teraz – wtedy zaczynają dziać się małe cuda.
Zatańczy ciocia, która przez ostatnie 20 lat nie była na żadnym parkiecie. Dziadek ruszy w tan, jakby cofnął się o trzy dekady.
A kuzyn, o którym wszyscy myśleli, że jest „zbyt poważny na takie rzeczy”, okaże się duszą towarzystwa i królem imprezy.
Bo dobra energia działa zaraźliwie. I to właśnie ludzie – ich nastawienie i serce – tworzą prawdziwe wesele.
Po drugie – drobne, ale nie bez znaczenia detale.
Są też inne, bardziej techniczne aspekty, które wpływają na jakość zabawy – może nie decydujące, ale zdecydowanie pomagające lub przeszkadzające.
Na przykład układ sali. Jeśli uroczystość odbywa się na dwóch salach – jedna taneczna, druga do rozmów – to znacznie trudniej przyciągnąć gości z miejsca, gdzie panuje cisza, komfort i warunki idealne do długich pogawędek. W przypadku jednej sali – głośna muzyka utrudnia rozmowę, więc… mimowolnie przenosimy się na parkiet, a to już pierwszy krok do zabawy.
Liczy się też wygoda samego siedzenia: Czy przy stołach nie jest za ciasno? Czy pomieszczenie jest klimatyzowane? Czy jedzenie jest smaczne i serwowane sprawnie? Wszystko to tworzy klimat – a ten ma ogromny wpływ na nastrój gości.
Nie zapominajmy również o czasie trwania wesela. Im krótsza uroczystość, tym większe napięcie – tu posiłek, tam atrakcja, szybkie zdjęcia, pierwszy taniec, tort, podziękowania, animacje… wszystko dzieje się w pośpiechu, często bez chwili na oddech. Trudno wtedy o swobodną rozmowę czy spontaniczny taniec.
Z kolei, gdy wesele trwa dłużej, całość rozkłada się w naturalny sposób – jest przestrzeń na jedzenie, taniec, rozmowy, odpoczynek i wszystkie inne elementy, które tworzą wspólne wspomnienia. Im więcej luzu w czasie, tym większy komfort i… lepsza zabawa.
No i wreszcie – prowadzenie uroczystości. To, czy DJ, konferansjer albo zespół potrafi rozbudzić emocje, zagrać na właściwych strunach, rzucić żartem w odpowiednim momencie, zaprosić z uśmiechem do tańca… To wszystko robi różnicę.
A jeśli nie potrafi skusić… to bawić się będą jedynie ci, którzy i tak zawsze dobrze się bawią – niezależnie od wszystkiego.
Mariusz Sieraj
