Nie wiem, czy to znak czasów, czy po prostu ludzie potrzebują się wygadać, ale coraz częściej podczas weselnych rozmów – tych prowadzonych gdzieś na boku, przy stoliku na papierosie albo w kolejce do baru – tematy schodzą na… politykę.
Rozmawiam z gośćmi, zagaduję, czasem ktoś mnie zatrzymuje i nagle zupełnie nieoczekiwanie, pojawia się pytanie:
„A Pan to co sądzi o…?”
I tu pada nazwisko, partia, ustawa albo konkretna sytuacja polityczna. Niby w żartach, ale jednak…
Czy to miejsce na to?
Wesele to przecież dzień radości, zabawy, wspólnego świętowania, oderwania się od codziennych tematów, które nas dzielą.
A jednak polityka wchodzi drzwiami, oknem i wentylacją. Często wszystko zaczyna się niewinnie – od rozmowy o cenach, szkołach, lekarzach czy drogach – i zanim się obejrzymy mamy przy stole mini-debatę.
Coraz częściej też widzę, że niektóre osoby otwarcie manifestują swoje poglądy i polityczne przynależności. Czy to w rozmowach, czy w ubiorze, czy w tonie wypowiedzi – nie brakuje potrzeby pokazania, „po której się jest stronie”. I choć każdy ma do tego prawo – to czy na pewno wesele to najlepsze miejsce, żeby o tym dyskutować?
A może by tak… wywiesić znak?
Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie powinno się wprowadzić na weselach symbolicznego znaku:
„Strefa wolna od polityki”
Trochę jak zakaz palenia, ale w wersji dla głowy i serca. Bo polityka dzieli. A wesele ma łączyć. Polityka wywołuje emocje, ale te inne – te które potrafią w jednej chwili popsuć nastrój całemu stołowi. A przecież to nie dzień na spieranie się, tylko na bycie razem.
Zamiast polityki – może lepiej porozmawiać o tym, jak poznaliście Młodych? O najgłupszej rzeczy jaką kiedyś zrobiliście na weselu?
O tym, co było w dzieciństwie, co było na studiach, co Was bawi i cieszy? Naprawdę – jest tyle tematów, które zostawiają po sobie uśmiech, a nie podział.
Nie chodzi o zakazy, tylko o uważność
Nie jestem zwolennikiem zakazów na siłę. Ale wierzę, że świadome bycie razem to sztuka. I jeśli chcesz mieć dobre wspomnienia – jako gość czy gospodarz – warto czasem ugryźć się w język, zostawić swoje racje na później i po prostu… cieszyć się chwilą.
Bo polityka była wczoraj i będzie jutro. A ten dzień – to jedno wesele – jest tylko teraz.
I na koniec, może najważniejsze
Zobaczcie, jak bardzo żyjemy tym, co kto powiedział. Jak emocjonujemy się tym, co zrobiła jedna strona, a czego nie zrobiła druga. Jak gorączkowo bronimy swoich poglądów, jakby od nich zależało wszystko. A przecież ci, których tak bronimy i o których się kłócimy – nie interesują się nami w ogóle. Dla nich jesteśmy tylko statystyką, wynikiem w sondażu, głosem raz na cztery lata.
Więc może zamiast psuć sobie relacje z bliskimi, z rodziną, z przyjaciółmi – po prostu… przestańmy mówić o nich, a zacznijmy być razem tu i teraz. Bo tego dnia chodzi o miłość. I tylko o nią.
Mariusz Sieraj
