Wesela slow od kilku lat są w modzie. Coraz więcej par młodych wybiera ten spokojniejszy, bardziej naturalny styl świętowania. Zamiast pośpiechu, napiętego harmonogramu i „odhaczania punktów programu” – jest swoboda, luz i autentyczność. Wesele slow to często kameralne przyjęcie w plenerze, w stodole, w ogrodzie lub w małej restauracji. Bez przesadnego przepychu, ale z dużym naciskiem na klimat, relacje i prawdziwe emocje.
Takie wesela mają swój rytm – inny niż duże, huczne imprezy. Goście nigdzie się nie spieszą, jest czas na długie rozmowy przy prosecco, wspólne zdjęcia w plenerze, spacer po sadzie czy chwilę ciszy przy zachodzie słońca. To właśnie ten spokój sprawia, że te przyjęcia są tak wyjątkowe.
Ale czy na weselu slow jest miejsce na… dobrą vixę?
Oczywiście, że tak! Na każdym weselu jest czas na wszystko – nawet na 15 minut porządnej, tanecznej energii. Bardzo często zdarza mi się prowadzić właśnie takie kameralne przyjęcia, do 30 osób, i wcale nie brakuje tam emocji. Wręcz przeciwnie – kiedy w pewnym momencie włączam szybsze rytmy, parkiet ożywa jak na wielkiej sali.
Niektórzy uważają, że do klimatu slow nie pasuje vixa, że psuje „naturalny” nastrój. Moim zdaniem – nie ma żadnych przeciwwskazań. Wszystko zależy od momentu, pary młodej, nastroju i energii gości. Często młode pary same proszą o taki fragment w trakcie, bo to w końcu część ich historii – wspomnienia ze studiów, imprez, wspólnych wyjazdów. I to właśnie wtedy widać ich prawdziwą radość.
Bo wesele slow to nie tylko cisza i spokój. To autentyczność. A autentyczność to także energia, emocje i dobra zabawa – nawet jeśli trwa tylko kwadrans.
Wesela slow to przyszłość. Są pełne ciepła, prawdy i bliskości. I jeśli ktoś myśli, że nie można na nich zrobić „vixy” – to znaczy, że nigdy nie widział trzydziestu ludzi tańczących boso w stodole do ulubionej piosenki ze studiów.
Mariusz Sieraj
