Absolutnie nie! Coraz częściej spotykam się z sytuacjami, gdy wesele odbywa się w zupełnie innym terminie niż ceremonia ślubna. I bardzo dobrze – kto powiedział, że musi być inaczej?
W mojej praktyce zdarzało się już, że ślub miał miejsce w grudniu, a wesele dopiero w maju. W tym roku czeka mnie wesele, które odbędzie się dwa tygodnie po ślubie. Bywają nawet przypadki, gdy przyjęcie organizowane jest kilka lat po ślubie.
Podoba mi się to podejście – przecież żyjemy w czasach pełnych możliwości, a czasem zachowujemy się, jakbyśmy byli zamknięci w jakimś schemacie czy wręcz więzieniu tradycji. Kto powiedział, że urodzin grudniowych nie można świętować latem, kiedy pogoda sprzyja imprezie na świeżym powietrzu? Dlaczego wakacje musimy spędzać nad zatłoczonym Bałtykiem w lipcu, skoro równie dobrze możemy pojechać w kwietniu lub wrześniu do Hiszpanii, zaoszczędzić pieniądze i uniknąć tłumu?
Zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie również jechanie samochodem do Zakopanego w majówkę, kiedy wszędzie panują korki, tłok i zawyżone ceny. Przecież można zaplanować taki wyjazd tydzień później – nawet jeśli oznacza to wzięcie dwóch dni wolnego od pracy czy szkoły. Gwarantuję, że szef będzie bardziej zadowolony z naszej elastyczności, a dzieci niewiele stracą, a być może nawet zyskają na krótkiej przerwie od codzienności.
Wesela poza dniem ślubu to kolejny dowód na to, że warto przełamywać schematy i żyć po swojemu, zgodnie z własnymi potrzebami i marzeniami, zamiast podążać utartymi ścieżkami tylko dlatego, że „tak wypada”.
Mariusz Sieraj
