You are currently viewing Tradycja tradycją, ale oczepiny lepiej zrobić z głową
Oczepiny wcześniej niż o północy? Kiedy tak możemy zrobić.

Tradycja tradycją, ale oczepiny lepiej zrobić z głową

Nie wiem, jak Wy macie, ale ja do oczepin podchodzę bardzo ostrożnie. Nigdy nie byłem ich wielkim fanem i uważam, że można je spokojnie skrócić do minimum – takie 30 minut w zupełności wystarczy. Oczywiście nie są zupełnie bez sensu, bo pełnią jedną ważną rolę – potrafią oderwać gości od stołu i alkoholu, a to już coś. Czasem taka przerwa naprawdę się przydaje.

Nie trzymam się też sztywno zasady, że oczepiny muszą być równo o północy. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej sprawdzają się w okolicach szóstej godziny wesela. Wtedy większość gości ma już za sobą obiad, kilka toastów i sporo tańców. To dobry moment, żeby jeszcze coś wspólnie przeżyć, zintegrować się zanim impreza zacznie się rozjeżdżać w różne strony.

Bo prawda jest taka, że później – w siódmej czy ósmej godzinie – bywa już za późno. Część osób znika, inni są już zmęczeni albo zbyt „zmęczeni”. A oczepiny mają sens wtedy, gdy wszyscy jeszcze reagują i chcą się bawić. Najwcześniejsze jakie zrobiłem, były po 20:00, ale to była już piąta godzina wesela i całość miała trwać tylko do 23:00, więc pasowało idealnie. Bywa też, że planuję oczepiny na 24:00, ale od razu mówię parze młodej: „zobaczymy, jak będzie w trakcie, najwyżej przesuniemy”.

Lubię też ten moment jak mówię fotografom, że oczepiny będą np. o 23:00 – wtedy widać ich ulgę i zadowolenie, bo wiedzą, że będzie wcześniej do domu i wszystko zdążą uchwycić.

Podsumowując: oczepiny tak, ale z wyczuciem. Czasem lepiej zrobić je trochę wcześniej i dobrze, niż późno i na siłę. Wesele to nie teatr, w którym wszystko musi odbyć się punktualnie według scenariusza. Najważniejsze, żeby miało sens i było dopasowane do tego, co się dzieje na sali.

Mariusz Sieraj

Dodaj komentarz