You are currently viewing Weselne win-win. Czyli kiedy każdy wychodzi wygrany

Weselne win-win. Czyli kiedy każdy wychodzi wygrany

Lubię, kiedy wszyscy wygrywają. I nie mówię tu o konkursach oczepinowych na weselu, tylko o radości, która zostaje po zakończonej imprezie. To trochę jak po spektaklu w teatrze – gdy kurtyna opada, a wszyscy biją brawo, bo czują, że uczestniczyli w czymś ważnym. Z tą różnicą, że spektakl można zagrać jeszcze raz, coś poprawić, dopracować po pierwszym występie.
A wesele? Ono w tej formie dzieje się tylko raz. Bez powtórek, bez dubli. No, może z bisami… po kilku latach, przy okazji rocznicy ślubu.

Lubię wygrywać, ale nie sam – tylko z innymi.

Dla mnie idealne wesele to takie, w którym jest win-win-win-win.
Ja wychodzę z niego zadowolony, bo czuję, że wykonałem dobrą robotę i dałem ludziom radość. Para młoda jest szczęśliwa, bo wszystko poszło tak, jak sobie wymarzyła, a może nawet lepiej. Goście są zadowoleni, bo dobrze się bawili i długo będą wspominać ten dzień. A obsługa sali, fotografowie i inni wykonawcy – też czują satysfakcję, bo pracowało się lekko, z uśmiechem i szacunkiem.

To naprawdę widać.

Kiedy między wszystkimi jest dobra energia, wesele ma zupełnie inny klimat. Nie ma napięcia, nie ma pośpiechu, nie ma rywalizacji. Jest współpraca. Każdy robi swoje, ale z myślą o całości – o tym, żeby ten dzień był naprawdę wyjątkowy.

Uwielbiam, gdy po imprezie obsługa podchodzi i mówi: „Ale dziś było fajnie, wszystko zgrane, super atmosfera.”
Albo kiedy fotograf uśmiecha się i mówi: „Dzięki, za pomoc i zaangażowanie w nasza pracę….”. To właśnie wtedy wiem, że to było wesele win-win.

I ten sms we wtorek po weselu od „Młodych” – „Siemka Mariusz, jeszcze raz dziękujemy… Wszyscy goście byli zachwyceni…”

Bo najlepsze imprezy to nie te największe, najgłośniejsze czy najbardziej wystawne. Najlepsze są te, po których każdy wraca do domu z poczuciem, że był częścią czegoś dobrego.

Mariusz Sieraj

Dodaj komentarz