Ostatnio miałem przyjemność spotkać się z człowiekiem, który jest jednym z najlepszych w swoim fachu – Szymonem Marciniakiem. To nazwisko zna dziś chyba każdy, kto choć trochę interesuje się sportem. Sędzia, który prowadził finał mistrzostw świata, mecze Ligi Mistrzów, ale mimo tej wielkiej sceny, w rozmowie z nim czuć było spokój i autentyczność.
Mówił o swoich wzlotach i upadkach. Bo choć z zewnątrz wygląda to na perfekcyjną drogę zawodową, jak każdy z nas ma za sobą lepsze i gorsze momenty. Różnica polega na tym, że nauczył się je dostrzegać i rozumieć. Nie ucieka od nich, ale się im przygląda. I dzięki temu, jak sam mówi, ma kontrolę nad swoim życiem. A skoro ma ją poza boiskiem, to potrafi też lepiej panować nad tym, co dzieje się na boisku – tam, gdzie trzeba podejmować decyzje często w ułamku sekundy, bez emocji, z zimną głową.
Szymon podkreślał, że praca sędziego to w dużej mierze psychologia. Żeby podejmować trafne decyzje, trzeba umieć czytać ludzi, widzieć więcej niż to, co na wierzchu. Ale żeby to było możliwe, najpierw trzeba nauczyć się czytać… siebie. Bo jeśli nie rozumiesz własnych emocji i nie potrafisz ich opanować, to nie zauważysz ich u innych. A przecież to właśnie emocje decydują o tym, jak postrzegamy sytuację i co z niej wyciągamy.
W dzisiejszym świecie podejmowanie mądrych decyzji staje się coraz trudniejsze. Każdego dnia ktoś chce zawalczyć o naszą uwagę – media, reklamy, opinie, newsy, komentarze. Nasz umysł bombardowany jest tysiącem bodźców. W takim chaosie łatwo jest zboczyć z kursu i stracić kontrolę nad tym, co naprawdę się liczy. A przecież uwaga to dziś jedna z najcenniejszych rzeczy, jaką mamy. Nie warto jej tracić na rzeczy przypadkowe, które nic nie wnoszą, tylko rozpraszają. Lepiej skierować ją na rozwój – własny, cichy, codzienny.
Bo kiedy uczymy się panować nad sobą, rozumieć własne emocje i intencje, wtedy zaczynamy widzieć świat inaczej. I podejmujemy lepsze decyzje. A za dobrymi decyzjami idzie lepsze życie. Oczywiście nie da się uniknąć wszystkich błędów – ale kluczem jest wyciąganie z nich wniosków. Najlepiej uczyć się na cudzych błędach, ale do tego trzeba być dobrym obserwatorem. I znów – żeby obserwować trafnie, trzeba mieć wewnętrzny spokój.
To wszystko przypomina grę. Czy to w sporcie, w biznesie, czy w zwykłym codziennym życiu – zasady gry są podobne. Żeby odnaleźć kontakt ze sobą i światem, wystarczy w każdej sytuacji – czy tej zawodowej, rodzinnej czy zupełnie zwyczajnej – kierować się spokojem, rozwagą, uczciwością, empatią, pokorą i konsekwencją. Jeśli zaczniemy żyć zgodnie z tymi wartościami, wszystko zacznie układać się tak, jak trzeba. Może nie od razu, ale na pewno trwale. I chyba właśnie o to chodzi.
Mariusz Sieraj
