Ostatnio z moją rodziną wzięliśmy udział w Rajdzie Nocny Azymut Niepodległość 2024 w Mrągowie. To było kilka godzin pełnych spacerowania nocą po mieście, rozwiązywania zagadek i naprawdę dobrej zabawy. Atmosfera była świetna, a cała przygoda sprawiła, że na długo zapamiętamy ten wieczór. Udało nam się zająć zaszczytne drugie miejsce, więc zapytałem szwagra, jaka jest nagroda. Odpowiedział: „Bidony”.
Przyznam, że trochę mnie to rozczarowało. Pomyślałem, że taka nagroda, to nic specjalnego. Jednak kiedy przekazałem tę informację mojej córce, jej reakcja była zupełnie inna: „Ooo, super! Będę miała bidonik do szkoły, świetnie!” – powiedziała z radością i poszła. W tym momencie poczułem się trochę głupio. Dla mnie to była „słaba nagroda”, a dla niej coś naprawdę przydatnego i fajnego. I wtedy uświadomiłem sobie, jak często skupiamy się na ocenianiu rzeczywistości przez pryzmat naszych oczekiwań, zamiast cieszyć się z tego, co mamy.
To doświadczenie skłoniło mnie do refleksji nad tym, jak często nie potrafimy docenić drobnych rzeczy w codziennym życiu. Dziecko dostrzegło wartość w czymś, co dla mnie wydawało się mało znaczące. Nie zastanawiała się, czy nagroda jest wystarczająco „dobra” – po prostu się nią cieszyła. A ja? Skupiłem się na tym, czego brakuje, zamiast zauważyć, jak świetnie bawiliśmy się podczas rajdu i jakie wspomnienia nam to przyniosło.
Co to ma wspólnego z weselami?
Podobna sytuacja dzieje się często na weselach. Jako goście potrafimy irytować się drobiazgami – że nie ma schabowego, klimatyzacja nie działa idealnie, muzyka nie do końca trafia w nasz gust, albo że dekoracje są „nie takie”. Zamiast cieszyć się chwilą, rozmową z bliskimi, czy radością młodej pary, skupiamy się na rzeczach, które z perspektywy czasu nie mają większego znaczenia.
Wesela to przede wszystkim wyjątkowe wydarzenie, które celebruje miłość i łączy ludzi. Może warto odłożyć nasze oczekiwania na bok i cieszyć się atmosferą? W końcu nie każdy dzień daje nam możliwość świętowania tak ważnych chwil w gronie rodziny i przyjaciół.
Rajd i bidony nauczyły mnie, że wszystko zależy od naszego podejścia. Bidony okazały się praktycznymi kubkami termicznymi, solidne i przydatne – córka zabiera swój do szkoły, a ja korzystam z niego podczas wyjazdów. Podobnie na weselach – zamiast oceniać każdy szczegół, warto skupić się na tym, co naprawdę ważne. Wspomnienia, radość, śmiech i możliwość spotkania z bliskimi to wartości, które zostają z nami na długo.
W życiu, tak jak na weselach czy w codziennych sytuacjach, najwięcej zależy od naszego nastawienia. Możemy wybierać: narzekać na drobiazgi czy cieszyć się chwilą i dostrzegać to, co naprawdę się liczy. A z perspektywy czasu to właśnie te drobne, radosne momenty mają największą wartość. Więc niezależnie od tego, czy to bidon z rajdu, czy brak schabowego na weselu – nauczmy się cieszyć tym, co mamy. 😊
Szczęście to nie wielkie wydarzenia, to umiejętność cieszenia się w każdych okolicznościach
Mariusz Sieraj
