Ostatni mecz Polska – Portugalia zakończył się wynikiem 1:5. Wynik ten wywołał sporo emocji – w internecie zaroiło się od komentarzy pełnych rozczarowania i frustracji. Skąd biorą się tak silne reakcje? W dużej mierze wynika to z naszych oczekiwań i nadziei, które pokładamy w sporcie. Tymczasem sport nie musi polegać wyłącznie na wygrywaniu. Jego piękno tkwi w samej możliwości uczestniczenia w widowisku – można porównać to do wyjścia do teatru, gdzie cieszymy się sztuką i emocjami, nie wiedząc, jakie będzie zakończenie (choć w przypadku reprezentacji raczej możemy przewidywać jaki będzie finał)
W każdym razie przez lata oglądanie meczów polskiej reprezentacji przynosiło mi więcej frustracji niż radości. Traciłem trzy najcenniejsze rzeczy: czas, pieniądze i zdrowie. W zamian nie dostawałem nic, poza kolejnymi emocjonalnymi zawodami. Tymczasem zawodnicy zarabiali coraz więcej, mieli lepsze warunki pracy i więcej czasu dla siebie. W 2017 roku podjąłem więc decyzję, która zmieniła moje podejście – postanowiłem kibicować tym, którzy naprawdę tego potrzebują: moim bliskim, znajomym, a przede wszystkim sobie.
Od tamtej pory sport przestał być dla mnie źródłem stresu, a stał się rozrywką. Stał się sposobem na relaks i czerpanie przyjemności z chwili, ale tylko wtedy, gdy naprawdę mam na to ochotę. Kiedy oglądam mecze, to w gronie znajomych, dla dobrej zabawy, bez nadmiernych oczekiwań i zbędnych emocji. To podejście pozwoliło mi zachować równowagę i czerpać radość z takich chwil, zamiast dać się pochłonąć frustracji.
Podobne mechanizmy działają na weselach. Jako goście często przychodzimy z konkretnymi oczekiwaniami: musi być idealne jedzenie, świetna muzyka, doskonała organizacja. Tymczasem wesele, tak jak sport, nie jest wydarzeniem, które można w pełni kontrolować. Może zabraknąć schabowego, orkiestra, czy Dj zagra nie do końca w naszym guście, a sala okaże się za gorąca.
Ale czy to naprawdę ma znaczenie? Czy warto skupiać się na drobiazgach i pozwalać, by negatywne myśli psuły nam ten wyjątkowy dzień? Wesele to przede wszystkim święto miłości i radości – okazja, by cieszyć się chwilą, wspólnie celebrować z bliskimi, a nie rozliczać każdy szczegół. Podobnie jak w sporcie, w weselach nie chodzi o perfekcję, ale o emocje i wspomnienia.
Dodam jeszcze, że chyba lepiej jest przegrywać i oglądać mecze z Portugalią niż wygrywać i grać z San Marino. Oczywiście, nie ujmując drużynie z San Marino, która czerpie radość z samej gry. Może właśnie to powinniśmy od nich przejąć – umiejętność cieszenia się chwilą, bez względu na wynik. Tak samo jest na weselach – nawet jeśli coś pójdzie nie po naszej myśli, liczy się radość z obecności bliskich i wspólnie spędzonego czasu.
Tak więc oglądajmy mecze i uczestniczmy w weselach dla przyjemności, a nie po to, by wszystko oceniać i analizować.
Bo w końcu to, co zostaje z nami na lata, to nie wyniki, ale emocje i wspomnienia – zarówno z boiska, jak i z weselnego parkietu. Cieszmy się chwilą, niezależnie od tego, jak wygląda wynik. 😊
Mariusz Sieraj
